Witaj Wesnothańczyku
Zobacz temat
 Drukuj temat
Opisy - Aban Diar
Dingo
Schemat chyba znany, nie? Pfft Zamieszczajcie tu swoje opisy dla jednostek Aban Diaru. Wink
Edytowane przez AxeFighter dnia 28-11-2014 16:11
 
Husarz
No cóż, jako że ja lubię pisać opisy, po krótszym zapoznaniu z erą postaram się coś napisać. Po angielsku czy po polsku?
 
Piko
Na razie era korzysta z opisów w polskiej wersji językowej, ale przy premierze na oficjalu trzeba już będzie użyć angielskiej - te pierwsze potrzebne są na już, te drugie na później.
Edytowane przez Piko dnia 24-07-2013 22:50
 
Husarz
Zrobiłem 2 opisy dla Kojotów. Niestety, nie znam za dobrze fabuły frakcji, więc pewnie nie będą najlepsze...

Kojot

Niektórzy z Szakaloczłeków rodzą się strasznie słabsi od ich pobratymców. Nazywa się ich Kojotami. Powoduje to, że w walkach mogą służyć tylko jako zwiadowcy, ponieważ z reguły są wyposażeni tylko w parę sztyletów. Mimo to są strasznie zwinni.
(przyznaję się, tutaj nie miałem koncepcji...)

Kojot Harcownik

Niektóre z Kojotów są na tyle zwinne i szybkie, że umieją przetrwać w wielu bitwach. Doświadczenie wyciągnięte z nich niejednokrotnie pozwala przedrzeć im się przez linie wroga, odcinając id och zaopatrzenia.

I opis rasy:

W piaskach pustyni żyją niezwykłe stworzenia: Szakale, które przypominają pół ludzi, pół-bestie.

Szakale żyły przez wiele lat w odizolowaniu, w mieście Aban Diar(*W jakimś temacie czytałem, że ma to być jakieś miasto..) Żyjąc oddzieleni od innych, nauczyli się wykorzystywać magię piasku i poskramiać moc słońca.

Historia

Znana jest legenda o powstaniu pierwszego szakaloczłeka. Według niej, jeden z podrożników zaszedł za daleko w pustynię. Panowały tam niezwykłe burze magiczne. Kiedy szakal napadł na tego podróżnika i był gotowy go pożarcia go, piorun pochodzący od dziwnej anomalii uderzył w nich, łącząc ich ciała.

Niezależnie od tego, czy to prawda czy nie, mieszkańcy Aban Diar nie wychodzili ze swojej fortecy przez dłuższy czas, dopóki piaski nie zaczęły się wycofywać.

Społeczeństwo

Szakale żyją od 40 do 60 lat. Panuje wśród nich kult jednostki. Na najwyższej pozycji jest zawsze Marescallo, najwyższy spośród centurionów. Obok niego zawsze stoi Najwyższy Szaman, Przywoływacz Piasku.

Przperaszam za to, że opisy nie są najwyższej jakości, ale nie miałem weny, a obiecałem. Za jakiś czas poprawię.
 
Piko
Zgadza się, opisy są nienajlepsze. Burza magiczna pośrodku pustyni łącząca ciała krwiożerczych szakali i nieogarniętych podróżników? Miodzio. Cool Myślę że znajomość fabuły frakcji jest kluczowym elementem w pisaniu jej opisu i historii... Chociaż mogę się mylić. Grin
 
Dingo
Co do fabuły, dawno temu napisał ją Piko, chociaż nie wiem, czy mogłaby się ona obecnie dostosować do obecnej frakcji... Szakale, ich nieumarłe odpowiedniki, skorpiony, kojoty, i ludzcy magowie. Dobra, zacytuje ją:

Piko napisał/a:

Kilka tysięcy lat temu, klimat był zupełnie inny, a tam gdzie teraz jest archipelag <kogośtam>, wtedy była wielka pustynia. Prastary naród potrafił tam przeżyć głównie dlatego, ponieważ ich wielki władca (ten, którego czczą) znał się niezwykle dobrze na magii. Na wszystkich swoich podwładnych rzucił zaklęcie, które pozwalało im przeżyć w takiej temperaturze, z tak małą ilością jedzenia i wody.
Ale to nie były jedyne problemy, jakie posiadali. Burze pustynne niszczyły ich wioski, a zarazy zabijały setki. Poza tym ich kraj coraz częściej napadali przybysze, głównie mroczne elfy żyjące w chłodnych jaskiniach górskich
(wtedy ich podziemia były na powierzchni). Ich władca nakazał budowę stolicy, która miała być wielką piramidą, tak wielką, że pomieści wszystkich mieszkańców państwa. Jej ścian nie miała zniszczyć żadna wichura, żadni przybysze nie mieli zdołać do niej wejść, a jej magia miała sprawić, aby żaden z mieszkańców nie chorował.

Projekt, z początku szalony i niemożliwy, po 20 latach został ukończony.
Władca zdołał przedłużyć swój żywot dzięki magii, ale wiele osób które uratował dawno temu od śmierci z głodu i pragnienia, umarło już ze starości. O ile oni potrafili docenić to, co zrobił dla nich władca, o tyle nowe pokolenie uważało, że zasługują na więcej niż takie życie. Władca wiedział, że jest już za słaby na odparcie buntu, więc musiał zgodzić się na zachcianki ludu. Chcieli oni "tonąć w plonach ziemi", mimo iż na pustyni ledwo dało się coś wyhodować. Władca był blisko zguby, jego magia była już zbyt słaba. Jednak zdołał odkryć coś niesamowitego. Na niebie pojawiła się pewna gwiazda, której wcześniej nie było. Była niezwykła, świeciła się bowiem zielonym światłem. Zamierzał ją zbadać.
Okazało się, że owa gwiazda nie była gwiazdą, lecz jakimś przemieszczającym się bytem złożonym z czystej energii. Był na tyle blisko, że mógł ową energię przejąć. Zrobił to, i zaklął ją w szczycie piramidy. Po jakimś czasie udało mu się rzucić czar, który przyniósł deszcze i roślinność na bezużyteczną pustynię. W ten sposób uratował się od śmierci.

Żył spokojnie jeszcze przez 15 lat, ale wtedy poczuł że już niewiele mu sił zostało. Potrzebował do dalszego życia więcej energii, ale ta zielona była zbyt trudna do okiełznania aby jej użył. Przygotował więc sobie trumnę, w której jego ciało się nie zestarzeje, oraz obudzi się gdy zyska wystarczająco dużo sił. Miał nadzieję, że w przyszłości jego potomkowie zdołają go obudzić.

Po jego śmierci władzę zyskał jego pierworodny syn. Nie był on jednak tak inteligentny, i źle zarządzał państwem. Lud był zdenerwowany, więc aby zyskać ich szacunek użył zielonej energii do tego samego czaru, za pomocą którego jego ojciec zesłał deszcz, w nadziei że plony będą wtedy jeszcze większe. Niestety nie panował nad tą energią, więc nie zdołał zatrzymać zaklęcia. Deszcze spowodowały zalanie wszystkich pól uprawnych. Mieszkańcy mieli nadzieję że deszcze ustaną, ale energia wystarczała na naprawdę długo. Po jakimś czasie wody na zewnątrz było tak dużo, że zostali uwięzieni w swojej piramidzie.

Deszcze nie ustawały przez kilkanaście lat, ale w końcu się kończyły. Piramida została całkowicie zatopiona, podobnie jak większość krainy. Wyjątek stanowiły wysokie góry, których woda nie zatopiła, tworzące teraz wyspy archipelagu.


Lata mijały, ludzie przychodzili i odchodzili, ale piramidy i jej ludu nikt do tej pory nie znalazł.



Problem polega na tym, co dalej? Czy pustynia ukształtowała się ponownie? Pierwsza część tej fabuły, przed śmiercią władcy idealnie dostosowuje się do frakcji. No chyba, że po ostatnim zdaniu kryje się jakaś zagadka. Smile

Piotr, kojoty to zwierzęta, takie jak szakale. Grin
 
Piko
No, mniej więcej tak zamysł kiedyś wyglądał. Od tamtego czasu troszkę go przerobiłem, a z racji że fabuła nie jest jeszcze jakoś twardo ustalona, myślę że wolno mi niektóre rzeczy zmieniać.

Na chwilę obecną Aban Diar to była kraina ludzi, obejmująca przed setkami lat prawie że cały kontynent. Rządził nią bardzo ambitny władca, który dzięki praktycznie niepokonanej armii zmusił sąsiednie ludy (elfów (jeszcze nie mrocznych ani krwawych) i barbarzyńców (Tubylców i Amazonki) do wycofania się do najbardziej nieprzyjaznych krain (takich jak góry wulkaniczne i ich jaskinie). Niektórzy (ci mieszkający nad morzem) stworzyli flotę i próbowali przepłynąć przez bezkresny ocean (Ej, a może tak by go zazwać? Bezkresny Ocean), ale dobić do brzegu udało się tylko tym z północy (może innym też, ale zostali zabici przez tamtejszą faunę i florę :3). Wracając jednak do owego władcy... Był on bardzo dobrym magiem. Bardzo bardzo dobrym. Praktycznie wszechpotężnym. Żył już o wiele dłużej niż było mu dane, oraz posiadł o wiele większą moc niż powinien. To on był odpowiedzialny za początki rasy szakaloczłeków (w znaczeniu że przywołał ich z jakiegoś wymiaru lub stworzył za pomocą magii, nie rozmnożył się z żadną kojocicą ani nie walnął go piorun...). Władał mocą życia i śmierci, więc można powiedzieć że był nekromantą. Owszem, miał własną piramidę. Nawet kilka. Nie miał jednak żadnej, która zdołałaby pomieścić wszystkich mieszkańców państwa. No bo po co? Przecież te piramidy nie były jakimiś schronami... W połowie były willami Waszej Wysokości, w połowie były świątyniami w których składało mu się cześć.
Wszystko było cacy, no może dopóki bogowie lekko się zezłościli. I trochę zaczęli bać się jego mocy. Zeszli na ziemię i zaatakowali owego władcę. Wynikła z tego epicka bitwa, która trwała 6 dni i 6 nocy. Wynik? Mimo iż bogowie zmasakrowali pół kontynentu i kompletnie zniszczyli panujący klimat, nie zdołali unicestwić swojego przeciwnika (Zabić? Jasne, ale to nie to samo co unicestwić!), jednak położyli kres królestwu Abanu. Ci, którzy przeżyli, stali się wiernymi czcicielami owych bogów i nazywa się ich teraz narodem Altaris.
Bogowie zatopili teren na którym walczyli, po czym opuścili ten świat. Krwawe elfy, zmienione przez dziesięciolecia życia w podziemiach, dalej pragnęły jednak zemsty na tych, którzy tak upokorzyli ich przodków (no, elfy są dosyć długowieczne więc niektóre nawet pamiętały tamte czasy), ale to już inna historia...

Na razie tak właśnie to wygląda. Pewnie za pół roku mi się znudzi i wymyślę coś innego, ale myślę że lepsze to niż synowie pierworodni zatapiający państwo czarami. Grin
Edytowane przez Piko dnia 26-07-2013 16:48
 
Przejdź do forum:
Wygenerowano w sekund: 0.10
10,821,496 unikalne wizyty