Witaj Wesnothańczyku
Nawigacja
-> Poradniki dla graczy
-> Poradniki dla twórców
-> Zrzuty ekranu
-> Komendy do BfW
-> Ladder of Wesnoth
-> JAK NIE DOSTAĆ BANA?
-> Kodeks strony
-> Darczyńcy
-> Kontakt
-> Galeria
-> Szukaj

-> Władcy Taktyk
-> Polski Ranking Graczy

-> Era Magii
-> Eastern Europe at War
-> Forgotten Legends
-> Nowy Porządek
-> Ucieczka Marbusa
 
Aktualnie online
-> Gości online: 1

-> Użytkowników online: 0

-> Łącznie użytkowników: 3,183
-> Najnowszy użytkownik: Eliza505
 
Ankieta
Czym jest dla Ciebie Bitwa o Wesnoth?

sentymentem, do którego lubię wracać
sentymentem, do którego lubię wracać
68% [13 głosy]

jedną z lepszych strategii, w którą regularnie gram
jedną z lepszych strategii, w którą regularnie gram
21% [4 głosy]

dopiero poznaję, ale na razie mi się podoba
dopiero poznaję, ale na razie mi się podoba
5% [1 głos]

nie mam wyrobionego zdania
nie mam wyrobionego zdania
5% [1 głos]

Ogółem głosów: 19
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 18/11/2023 10:08

Archiwum ankiet
 
Linki













Polecane portale

Sygnaturki i buttony wesnoth.com.pl


 
Nawigacja
Artykuły » Twórczość użytkowników » Kwiat Knalgi
Kwiat Knalgi

-Fuj! Znowu wdepnąłem. Czy trolle muszą załatwiać się gdzie popadnie?- Wściekał się Lidur.

-Zamknij się, chyba że chcesz skończyć jako potrawka.- Uciszał go Orden.

-Dobrze ci tak mówić, bo ty ciągle…

-Cicho tam.- warknąłem. Już miałem ich dość. Ciągle się kłócili.- Mieliśmy się skradać, a jeśli dalej będziecie tak wrzeszczeć, to będziecie mieli szczęście, jak spadnie wam na głowę jakiś głaz.

W końcu zamilkli, ale wiedziałem, że ta cisza nie potrwa długo. Nic dziwnego, ostatnio żyliśmy w napięciu.

Byliśmy grupą krasnoludów, ścigającą trolle, które wdarły się do tuneli Knalgi. Tropiliśmy je od trzech dni i w końcu trafiliśmy do tuneli opuszczonych, ze względu na zbyt dużą kruchość stropu, aby można było tu kopać. Cały nasz oddział stanowiło pięciu krasnoludów: Lidur - młody grzmotomiot; jego brat, bliźniak, również grzmotomiot, Eldur; zadziorny wojownik Orden; siwobrody zwiadowca Werid i ja, Dalir, strażnik z klaustrofobią, dowódca tego oddziału przynajmniej formalnie.

Szliśmy jakiś czas w spokoju, odkąd uspokoiłem swoich podwładnych, gdy nagle Werid, idący dwadzieścia kroków od nas, dał nam znak, abyśmy się zatrzymali. Było to tuż przed ostrym zakrętem korytarza. Czekaliśmy w milczeniu, a on przez chwilę stał nasłuchując. W końcu wychylił głowę za róg, po czym szybko ją cofnął. Pomachał mi ręką, abym się zbliżył.

-Spójrz dyskretnie- wyszeptał mi do ucha niemal niedosłyszalnie.

Idąc, za jego radą, ostrożnie wychyliłem głowę, tylko na tyle, abym widział, co się tam znajduje. Prawie krzyknąłem. To były trolle, które ścigaliśmy. Jeden siedział oparty o ścianę, z workiem wypchanym kamieniami na kolanach. Wyglądał jakby spał, jednak nie dochodziły mnie dźwięki chrapania, a troll, który śpi i nie chrapie to cud natury. Czyżby nie żył?

Obok niego stał drugi, z wielką maczugą w łapach. Pod nogami pętały mu się trzy szczeniaki.

Wycofałem głowę i spojrzałem na Werida.

-Jakieś pomysły?- wyszeptałem. Dał mi znak, abyśmy przeszli do pozostałych towarzyszy. Po drodze do nich, na głowę sypnęło mi się trochę pyłu z sufitu. Znów doznałem wrażenia, że ściany się do mnie przybliżają. Że są coraz bliżej, bliżej… Zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie, że jestem na rozległej łące, pod błękitnym niebem. Pomogło, przynajmniej na tyle, abym mógł nad sobą zapanować.

Gdy znaleźliśmy się przy reszcie grupy, zwiadowca opisał pokrótce, jak się przedstawia sytuacja.

-Nie d-damy im Ra-rady- wyjąkał grzmotomiot Eldur. On i jego brat buli strasznymi tchórzami.

-Nie marudź.- Zganił go Werid.- Nie spróbowałeś, więc skąd wiesz jaki smak ma piwo? A teraz słuchajcie, mam pewien pomysł. Strop nad trollami przytrzymuje spróchniała belka, która powinna złamać się po lekkim uderzeniu.

-I-i chc-c-cesz, ab-abyśmy t-to Zro-obili z El-el-eldurem?- spytał Lidur.

-Wy? Wy teraz nie trafilibyście nawet w tego wielkiego trolla. Ja się tym zajmę, a wy odwrócicie ich uwagę.- Werid przejął dowodzenie i nikogo to nie zdziwiło. To on tu był prawdziwym szfem.

Wypadliśmy zza zakrętu. Ja, z tarczą i włócznią, oraz Orden z toporem w pierwszej linii, a bracia grzmotomioci, z kijami grzmotów w trzęsących się rękach, w drugiej, lekko po bokach, aby mieli wolne pole strzału. Werid stał całkiem pod ścianą i przymierzał się do rzutu toporkiem w belkę, o której mówił.

Troll z maczugą zaryczał gniewnie na nasz widok, a małe trolle zapiszczały. Ten siedzący nawet się nie ruszył.

Duży troll ruszył na nas. Nagle nad głową przeleciał mu toporek Werida i uderzył w belkę, łamiąc ją. Głazy przysypały nieruchomego trolla i szczeniaki. Ten z maczugą był już niestety poza ich zasięgiem.

Widząc, co się stało jego pobratymcom, Troll rzucił się na nas w dzikiej furii. Uderzył maczugą w miejsce gdzie staliśmy ja i Orden. Udało mi się odskoczyć. Wojownik nie miał tyle szczęścia, został rozgnieciony na miazgę. Wściekły zadałem cios włócznią, ale grot nie przebił skamieniałej skóry potwora. Toporki Wereda również nie na wiele się zdały.

-Musimy uciekać!- krzyknął do mnie zwiadowca unikając trollowej maczugi. Przyznałem mu rację i po chwili pędziliśmy w ślad za braćmi.

Niezdarny troll, chcąc nas gonić, potknął się o własne nogi, co dało nam trochę czasu.

Gdy minęliśmy jeden z licznych zakrętów, Werid wciągnął mnie do bocznej groty zatopionej w mroku. Szliśmy chwilę w jej głąb, gdy nagle wpadłem na coś ciepłego…

…i dostałem czymś twardym po łbie.

-Chyba go zabiłem.- Usłyszałem głos Lidura.- Zabiłem Trolla!

-Zamknij się baranie, to ja, Dalir- jęknąłem.

-T-t-to znacz-cz-czy, ż-że troll nad-dal ży-ży-żyje?- wyjąkał Eldur wysokim, jak na krasnoluda, głosem.

-Tak i jak się nie zamkniecie, to was zje- mruknął Werid.- A teraz chodźcie za mną.

Nagle w ciemności zapłonęło światło. To zwiadowca zapalił pochodnię. Potulnie ruszyliśmy za nim. W korytarzach za sobą słyszeliśmy hałasy, wydawane, przez naszą zwierzynę, która nagle zamieniła się w łowcę… niezdarnego łowcę.

Dotarliśmy do ściany, naprzeciw wejścia. Była niezwykle gładka, jakby… wyszlifowana? Nie miałem wątpliwości, że tu pracowali krasnoludzcy mistrzowie.

-Lidur i Eldur- Werid zaczął wydawać rozkazy- właźcie na górę.

Nie wiedzieliśmy, o co mu chodzi. Na jaką górę? Po chwili chyba sobie to uświadomił, bo rzucił pochodnią, która wylądowała we wnęce w ścianie. Znajdowała się na wysokości około dwóch przeciętnych krasnoludów nad podłożem groty.

Gdy pomogliśmy braciom się tam wdrapać i wrzuciłem tam swoją włócznię i drewnianą tarczę, Werid zwrócił się do mnie:

-Obok tej jaskini płynie rzeka. Gdy jeszcze były tu prowadzone prace, zbudowano tamę, uniemożliwiając jej dopływ do tuneli. Tamę można otworzyć i myślę, że to jedyny sposób na pozbycie się tego przyjemniaczka, który rozgniótł Ordena.- Trollowe hałasy były coraz bliżej. Nie miałem pojęcia, co robię, że tak długo zajmuje mu dotarcie tutaj, ale miałem nadzieję, że to potrwa jeszcze trochę.

Zwiadowca naprowadził moją dłoń na jakiś drewniany kij… kołowrót.

-Ciągnij- wysapał mi do ucha.

Użyliśmy całych sił, ale mechanizm za bardzo zardzewiał. Troll był coraz bliżej, a ta przeklęta tama trwała, tak jak trwała. Usłyszałem hałas zupełnie blisko i myślałem, że jesteśmy zgubieni…

…gdy nagle kołowrót się poruszył. Najpierw z oporem, ale później już coraz płynniej. Usłyszałem szum płynącej wody i skrzypienie drewna. Chwilę potem stałem w kałuży.

Już się cieszyłem, że jesteśmy bezpieczni, gdy Werid krzyknął:

-Uciekaj!

-Co?

-Uciekaj, tama zaraz się połamie. Drewno za bardzo zbutwiało.- Nie zdążyłem nic zrobić, gdy pociągnął mnie i podsadził do wnęki, gdzie byli bracia. Wdrapałem się tam i podałem mu rękę. Wspólnymi siłami, moimi i braci, udało nam się go wciągnąć, w momencie, kiedy usłyszałem trzask łamanego drewna. Tama poszła w drzazgi.

Woda szybko wzbierała. Moich uszu dochodziły oddalające się ryki trolla. Byliśmy uratowani.

-To co teraz?- zapytał Eldur już całkiem spokojny.

-Pójdziemy w głąb tunelu.- Wskazał do wnętrza wnęki. Spojrzałem tam zaciekawiony. To, co początkowo wziąłem za wnękę, okazało się wejściem do tunelu.- Zaprowadzi nas do Żelaznych Korytarzy.

-Skąd to wiesz?- odezwał się Lidur.

-W latach swej młodości pracowałem tu jako robotnik.

Nie dyskutowaliśmy więcej. Wzięliśmy po pochodni i odpaliwszy je od już płonącej ruszyliśmy w drogę. Korytarz był szeroki tylko na tyle, aby mógł w nim iść jeden krasnolud. Werid szedł przodem, dwadzieścia kroków przed nami, bracia w środku, a ja zamykałem pochód.

Marsz tym tunelem, to była dla mnie mordęga. Szedłem z zamkniętymi oczami uczepiony ramion Eldura, który ciągle na to narzekał. Niestety tak to jest, gdy się ma klaustrofobię. Zawsze, gdy otarłem się o którąś ze ścian, lub niski sufit, miałem wrażenie, że mnie przyduszają, gniotą. Nie zauważyłem nawet, że cały czas szliśmy w dół, choć Żelazne Korytarze znajdowały się wyżej niż kompleks, w którym polowaliśmy na Trolla.

Od małego chciałem zostać jeźdźcem gryfów, ale lęk wysokości mi to uniemożliwił. Więc ojciec, pragnący, abym poszedł w jego ślady, zgłosił mnie do wojska, jako strażnika. I teraz byłem tutaj.

W pewnym momencie, poczułem, że mam mokro w butach.

-Woda!- krzyknął jeden z nich. Nie byłem w stanie stwierdzić, który, mieli takie podobne głosy.

-Co?- zapytałem.- Jaka woda?

-To z tej rzeki, szybko!- Usłyszałem spokojny głos Werida. Pobiegliśmy naprzód. Nasze buty chlupotały w wodzie. Po jakimś czasie mieliśmy wody po kostki.

Na szczęście kilkanaście kroków dalej korytarz zaczął się podnosić.

-Nie zwalniajcie tempa.- Głos Werida odezwał się blisko mnie.- Niewiadomo, jak szybko woda się podnosi i czy tunel znowu nie opadnie.

Tak więc idąc za jego radą biegliśmy dalej. W pewnym momencie Eldur się zatrzymał gwałtownie, tak że wpadłem na niego o mało nas nie przewracając.

-Co jest?- spytałem.- Czemu się zatrzymaliśmy?

-Sam zobacz…- odpowiedział szeptem jeden z braci. Trochę lękliwie otworzyłem oczy i aż oniemiałem z wrażenia.

Staliśmy, jak podejrzewałem, w rozległej sali. Światło naszych pochodni nie obejmowało całej, jednak to, co widzieliśmy było wspaniałe. Na posadzce widniało wielkie malowidło, przedstawiające wesoło ucztujące krasnoludy. Na granicy światła trwały dwa filary, biegnące do góry w mrok. W filarach tych był wyrzeźbiony wodospad, a pomalowany tak, że wyglądał jak żywy... Gdy to ujrzałem, przez chwilę miałem wrażenie, że to dzieje się naprawdę; ucztujące krasnoludy poruszają się, a woda z wodospadów spływa w dół, pod podłogę.

Widok ten zaparł mi dech w piersiach i nie zdając sobie z tego sprawy, podszedłem do filaru. Chciałem go dotknąć oczarowany mistrzostwem wykonania, gdy usłyszałem grzechot. Grzechot kości, który ciągle narastał.

Zbiliśmy się w grupkę, a bracia grzmotomiotowie zaczęli szczękać zębami, gdy nastąpił atak… Z ciemności wypadł szkielet krasnoluda z toporem w dłoni. Sparowałem jego uderzenie tarczą, a Werid roztrzaskał mu czaszkę obuchem topora. Uderzyłem tarczą niszcząc zdezorientowanego wroga.

Z lewej usłyszałem huk wystrzałów Instynktownie obróciłem się w tamtą stronę i pocisk z kija grzmotów wbił się w moją drewnianą osłonę. Ze wszystkich stron rzuciły się na nas krasnoludzkie szkielety. Przywarliśmy do jednego z filarów i rozpoczęliśmy rozpaczliwą obronę.

Odparowałem cios topora i podciąłem swojemu przeciwnikowi nogi. Nie miałem czasu go dobijać, bo już mnie zaatakował drugi. Najechałem na niego tarczą, jak taranem. Odleciał kilka kroków do tyłui się potknął.

Te szkielety nie były zbyt sprawne w walce. Zerknąłem, jak radzą sobie moi towarzysze. Werid roztrzaskał kilka kościotrupów obuchami topora. Nie chciałbym stanąć z tym krasnoludem do walki, radził sobie niezwykle dobrze. Braciom szło niestety gorzej. Machali kijami grzmotów, jak kilofami, podczas przebijania się przez skały…

Poczułem, że tarcza wypada mi z ręki. Zagapienie mogło kosztować mnie życie. Uniknąłem ciosu toporem i uderzyłem włócznią kolejny szkielet. Nie dało za wiele. Broń zostałem mi wytrącona z dłoni. Kościotrup zamachnął się toporem. Sparaliżował mnie strach. Widziałem zbliżające się ostrze topora i żegnałem się z życiem… ale broń zatrzymała się tuż nad moją głową.

Szkielety cofnęły się i utworzyły dwa szeregi biegnące w głąb komnaty, pomiędzy którym był odstęp około trzech metrów. Zagrodziły nam drogę, którą przyszliśmy, dając nam do zrozumienia, że mamy iść dalej, do sali.

Nie miałem pojęcia, o co chodzi, ale też nie miałem zamiaru się im sprzeciwiać. Biedni bracia Lidur i Eldur cali się trzęśli. Podniosłem swoją broń i spojrzałem na Werida. Kiwnął mi głową, po czym ruszył w głąb komnaty. Ruszyłem za nim wraz z braćmi.

Po kilku krokach okazało się, że to, co widzieliśmy przy wejściu to był tylko przedsmak artystycznego kunsztu twórców tej sali. Nie będę ich teraz opisywał, bowiem ważniejsze są wydarzenia, które nastąpiły chwilę później.

Na końcu Sali stał bogato zdobiony tron, który wyrzeźbiono w skale w kształcie smoka. Przed nim stał duch krasnoluda, w pięknych i drogich szatach.

-Wszyscy wstać, pani idzie- powiedział pustym głosem. Chyba był Heroldem. Nie miałem pojęcia, skąd on wiedział, że ktoś się zbliża, zresztą wszystko tu było dziwne.

Gdy tylko skończył mówić w komnacie nagle zrobiło się jasno- to pochodnie, które wcześniej pozostawały poza zasięgiem mojego wzroku, zapłonęły. Drzwi za tronem się otworzyły i wyszła z nich dostojnym krokiem postać odziana w biały hełm, zakrywający twarz i ciemny płaszcz. Usiadła na tronie, po czym przemówiła pięknym, kobiecym głosem, zupełnie niepasującym do wyglądu:

-Kim są ci… ci…- Szukała przez chwilę dość obraźliwego określenia i nie mogąc żadnego znaleźć dała znak Heroldowi.

-To są jeńcy, pani. Wdarli się do Sali tronowej i zaatakowali twe pokorne sługi, o wielka władczyni- rzekł duch.

-Przybysze z góry…- prychnęła, po czym chwyciła hełm i powoli zdjęła go z głowy. Kręcone, brązowe włosy spłynęły jej kaskadą na ramiona. Wytrzeszczyłem oczy i szczęka mi opadła na jej widok. Była żywa, w tym królestwie śmierci, ale nie to było powodem mojego zdziwienia. Ta krasnoludka, to była Thella, zwana Kwiatem Knalgi, córka króla krasnoludów. Wszyscy myśleli, że zginęła rok temu, przysypana głazami.

-Thella?- Usłyszałem głos Wereda obok siebie.- Księżniczka Thella, Kwiat Knalgi…? Ty żyjesz? Ale wszy…- Przerwał mu śmiech Thelli.

-Tak, wszyscy myślą, że nie żyję. A wiecie dlaczego? Bi nikt nie zadał sobie trudu, aby mnie szukać.- Nagle w jej oczach zabłysły łzy.- Wszyscy mnie opuścili. A ja przeżyłam i błąkałam się po pustych tunelach samotna, głodna i zmarznięta. Aż w końcu odnalazłam to miejsce. Stare komnaty i tunele. Należały do dawno wymarłego i zapomnianego klanu krasnoludów artystów. Ale nie specjalizowali się, tak jak ci barbarzyńcy na górze, w obróbce złota i klejnotów. Co to, to nie. Ich specjalnością były rzeźby i obrazy. Pisali piękne wiersze i pieśni… Niestety, pewnego dnia wszyscy wymarli, a ja nie dowiedziałam się w jaki sposób.

Ale odnalazłam to.- Wskazała na biały hełm, który teraz trzymała pod pachą.- On umożliwił mi ożywienie tych krasnoludów i zawładnięcie nad nimi. Niektórym nawet zakonserwowały się mózgi, dzięki czemu niektórzy mistrzowie znów mogli pracować.- Jej oczy wyrażały szczery zachwyt.- Odrestaurowali tę salę, a potem wzięli się za inne. Okazało się również, że nie trzeba tu pić, ani jeść i można żyć. Czyż to nie wspaniałe? Oni w swoich pracach wyrażają nie tylko to, co we wnętrzu gór, ale także to, co na powierzchni. Oni kochają powierzchnię i jej piękno. Nie jak reszta naszego ludu, która gardzi tym pięknem.

Rozumiecie mnie? Przyłączcie się do nas, to pokażemy innym krasnoludom, że powierzchnia też jest piękna.

Zgadzałem się z nią całkowicie i chciałem powiedzieć, że z chęcią do niej dołączę. Bracia grzmotomiotowie, którzy wciąż szczękali zębami ze strachu również nie mieliby z tym problemu, ale ubiegł nas Werid.

-Nie przyłączymy się do Ciebie. Ty także powinnaś opuścić to miejsce- powiedział powoli.- Tutaj panuje jakaś mroczna magia, która spacza cię powoli. Spaczy każdą żywą osobę, która będzie przebywać tu za długo…

-Nie słuchaj go, pani- krzyknął panicznie herold, po czym dodał już spokojniej.- To typowy krasnoludki barbarzyńca. Dla niego liczy się tylko złoto.

Thella westchnęła.

-Myślałam, że w końcu znalazłam kogoś, kto mnie zrozumie…

-Ja cię rozumiem.- Te słowa wymknęły mi się. Po tym, co powiedział Werid, zarzuciłem myśl obcowanie z tym umarłym już klanem i piękną księżniczką. Teraz jednak było już za późno, aby się wycofać.- Ja cię rozumem, pani. - powtórzyłem niepewnie.

-Świetnie!- Jej twarz się rozjaśniła.- Czy wy również zostaniecie ze mną?- Żaden z moich towarzyszy nie odezwał się. Napotkałem zasmucone spojrzenie Werida. Księżniczka się zdenerwowała.- Świetnie! A więc będziecie gnić w pięknie ozdobionych lochach. Może tam zmądrzejecie. Zabrać ich!- Wydała rozkazy, a gdy moi towarzysze zostali rozbrojeni i odprowadzeni, do innych jaskiń, zwróciła się do mnie:- A ty, jesteś inny od nich. Nie pożałujesz swej decyzji. Niedługo wszystkie krasnoludy zobaczą to piękno i docenią powierzchnię.

W jej oczach była szczerość i nie miałem wątpliwości, że wierzy w to, co mówi. Może jednak miała rację. Może dobrze wybrałem...

 

PuebloPL

Komentarze
#1 | kalfat dnia września 24 2012 12:46:58
Świetnie, akurat do kawy na deszczowy dzień Pfft
#2 | preter dnia września 24 2012 21:35:55
Opowiadanie co najwyżej dobre. Pomysł ciekawy, kilka kwestii zostało fajnie rozwiązanych, ale... za dużo wszystkiego na tak krótkie opowiadanie i za mało opisów, cały czas tylko gadanie i gadanie.

Poza tym kilka błędów się zdarzyło.

Mimo tego fajnie się czytałoSmile
#3 | Guurahk dnia września 24 2012 23:14:51
Nah, te błędy to mały pikuś. Pan Pikuś. Akcja toczyła się ciut za szybko, ale dzięki temu nie nużyła. Najlepszą cechą tego opowiadania są bez wątpienia bohaterowie. O ile bliźniacy i wojownik (którego zadziorności nie było zbytnio widać) nie zdobyli mojego serca, o tyle Werid, Kwiat Knalgi oraz główny bohater są fantastycznie skonstruowani. Krasnolud z klaustrofobią. Niemalże oksymoron Grin Na koniec zakończenie. Nieprzewidywalne i m. in. dlatego tak dobre. Będzie kontynuacja?
#4 | PuebloPL dnia września 25 2012 18:12:05
Dzięki za komentarze i ocenySmile (I te pozytywne i te krytyczne)
Co do kontynuacji, to jeszcze pomyślę. Jak mi wpadnie coś ciekawego do głowy, to dlaczego by nie?Wink
#5 | Lord Memik dnia października 21 2012 12:50:48
Fajne, ta klaustrofobia mnie rozwaliła, to chyba jest genetycznie u krasnali niemożliwe?
Czekam na kontynuację.
#6 | blackkate80 BAN dnia lutego 02 2017 18:21:17
widać sporo inspiracji z literatury....

---
płytki dla przemysłu
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 71% [5 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 14% [1 głos]
Dobre Dobre 14% [1 głos]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
 
Shoutbox
Musisz zalogować się, aby móc dodać wiadomość.

01-03-2025 12:33
Te nowe statystyki w EEaW są do niczego. Można by wrócić do starych???

31-01-2025 10:27
Usunąłem spam tematów w Karczmie.

15-01-2025 21:08
Dziękujemy i wzajemnie!

01-01-2025 22:50
Najlepszego wam na nowy rok, którzy jeszcze wchodzicie na stronę. Grin

13-11-2024 02:17
Elo, wbijaj na Discorda, tutaj już mało się dzieje

12-11-2024 10:46
Witam wszystkich po bardzo długiej przerwie Smile

01-11-2024 19:10
https://www.wesnot
h.com.pl/forum/vie
wthread.php?thread
_id=2183

31-10-2024 21:23
Jest nowa wersja dodatków WOTG oraz MWC. Naprawiony bug z brakiem obrazków postaci. Można rzezić kompa jednostki ile chcecie! Zapraszam do spróbowania MWC z WOTG erą.

10-09-2024 23:10
A może może. Ale jeszcze nie teraz.

04-09-2024 20:19
Może jakiś turniej?

 
Wygenerowano w sekund: 0.31
10,881,526 unikalne wizyty